„Bodo” muzyczna opowieść o legendarnym artyście

To spektakl barwny, jak pióra rewiowej artystki. Pełen tańca i legendarnych szlagierów. Gra muzyka, strzela szampan, ale w tle czai się mroczne widmo. Żebrak wieszczy tragiczny finał wyśnionej kariery. Oto muzyczna opowieść o niezapomnianym Eugeniuszu Bodo. Kurtyna!

Gasną światła. Jesteśmy w starym kinie. W świetle projektora tańczy kurz. Na ekranie matka i syn, zatroskana prosi jedynaka, by w przyszłości wybrał porządny zawód. Najlepiej, by został adwokatem.”Wszyscy będą Cię wtedy szanować, hrabiostwo, prezydenci” – przekonuje. „Mamuś, ale ja lubię chodzić do teatru. Podoba mi się!”- buntuje się chłopiec. To Bohdan Eugene Junod, syn Polki i Szwajcara. Za kilkanaście lat podbije sceny i serca. Zostanie wielką gwiazdą międzywojnia.

Zimny Drań

Matka nieprzypadkowo przestrzegała syna przed  losem artysty. Jadwiga Anna Dylewska sama poznała jego smak. Szlachetnie urodzona panna pojęła za męża artystę i wizjonera. Występowała u jego boku, jako tancerka. Ten, zafascynowany wynalazkiem braci Lumiere,  zjeździł z żoną i maleńkim synkiem całe Imperium Rosyjskie, pograniczne Chin i Persji, wyświetlając filmy. Wielki marzyciel Teodor Junod, artysta i lekkoduch, założył później własną scenę.  „Wszystko zaczęło się w  Łodzi w kinoteatrze mojego ojca Urania”-  opowiada ze sceny Bodo (Dariusz Kordek). Rozpoczyna się muzyczna podróż przez „przygody życia”, jak padło w zapowiedzi widowiska. Od barwnej młodości, wielkich miłości, wymarzonej kariery po dramatyczny koniec w sowieckim łagrze. Bodo szybko zdobył sławę i podbił serca tłumów. Kobiety go wielbiły, słały tysiące listów. On kochał gorąco i namiętnie, ale krótko. Złamał niejedno serce. Wraz z artystami musicalu „Bodo” przenosimy się w artystowski klimat międzywojnia. Podróżujemy przez błyszcząc cekinami rewie, teatry varietes i  kabarety, pełne dymów i świateł. Musical wypełniają wspaniałe sceny tańca w wykonaniu  scenicznej trupy (Dariusz Kordek, Agnieszka Darkowska, Natasza Leśniak,  Mirosław Woźniak). Miniony czas i czar przywołują nieśmiertelne szlagiery: „Ta ostatnia niedziela”, „Baby, ach te baby”, „Już taki jestem zimny drań”, czy „Sex appeal” w świetnym wykonaniu Dariusza Kordka.

Ta ostatnia niedziela

Choć z pozoru to taneczna i lekka opowieść. Groza finału od początku wisi nad barwnym widowiskiem. Oto w pierwszych scenach do młodego Bodo podchodzi  żebrak (Dariusz Taraszkiewicz), wieszczy wielką karierę, pieniądze i miłość tłumów. Zapowiada jednak tragiczny finał niezwykłego życiorysu. Pewnego dnia milknie gwar szalonej rewii, gasną barwne światła, zaczyna się wojna. W 1941 roku Eugeniusz Bodo zostaje aresztowany. Podwójne obywatelstwo, znajomość kilku języków, światowe życie, podróże –  wszystko to świadczyło na niekorzyść artysty. Dla NKWD było niezbitym dowodem na szpiegostwo. Wielka gwiazda, którą wielbiły miliony, umiera w łagrze z głodu i wycieńczenia. Bodo zostaje pochowany bezimiennie, w masowym grobie.

W kuluarach

„Bodo Musical” w reżyserii Dariusza Taraszkiewicza podbił serca sądeckiej publiczności. Atutem widowiska była jego multimedialność. Sceny tańca i śpiewu, podróże przez rewie, teatry i plany filmowe przeplatały fragmenty starych filmów i zdjęć. Tych wyciągniętych z archiwów i tych stylizowanych, przygotowanych specjalnie na potrzeby widowiska.

„Pan jest zupełnie niepodobny do Bodo” – padło podczas „Rozmów Kameralnych”, które odbyły się zaraz po spektaklu. „Eugeniusz Bodo to był brzydal do potęgi, a pan jest przystojny”- stwierdziła jedna z widzek, a sala wybuchła śmiechem. Z widzami Jesiennego Festiwalu Teatralnego spotkali się dwaj Dariusze: Kordek, odtwórca tytułowej roli, oraz Taraszkiewicz reżyser widowiska i aktor. – Może rzeczywiście był niezbyt urodziwy, ale miał za to dużo wdzięku – żartował reżyser. Dodał, że serial telewizyjny o życiu artysty niekoniecznie pozytywnie wpłynął na musical. –Zamiast pomóc, jak się początkowo wydawało, trochę nam poprzeszkadzał. Bardzo dużo było wówczas Eugeniusza Bodo, wręcz wyskakiwał z lodówki. Rozwój naszego przedstawienia zaczął się na dobre dopiero, gdy skończył się serial – dodał Taraszkiewicz. Dariusz Kordek podkreślał zaś, że dzięki wszystkim tym realizacjom, młodzi ludzie poznają niezwykłą historię Eugeniusza Bodo. Odtwórca głównej roli przypomniał, że był to artysta niezwykle przedsiębiorczy, działający na wielu polach.

Jak Państwo zapewne wiedzą zajmował się wieloma dziedzinami sztuki. Pisał, reżyserował, grał w sztukach i filmach, miał swoją wytwórnię filmową. Poza tym ostatnim wszystko nas łączy – skwitował z uśmiechem. Spotkanie z artystami poprowadził Janusz Michalik, kierownik artystyczny Miejskiego Ośrodka Kultury.

fot. Andrzej Rams

fot. Jerzy Cebula