aaamiseryyy

Dom grozy, czyli szaleństwo Annie Wilkes

Sztuka Williama Goldmana, na podstawie powieści mistrza horroru Stephena Kinga, podbiła Broadway. Nic w tym dziwnego spektakl trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. „Misery” rozpoczęła trzeci, ostatni tydzień Jesiennego Festiwalu Teatralnego. Główna bohaterka ratuje życie słynnego pisarza i otacza go czułą opieką, ale w duszy Annie Wilkes czai się mrok.

Wszystko z początku wydaje się być niezwykle szczęśliwym trafem. Oto Paul Sheldon (Piotr Polk), autor poczytnych romansów, budzi się w łóżku obcej kobiety. Wracając z chatki w górskiej wiosce Silver Creek, gdzie zaszył się, by  ukończyć nową powieść, przeżył groźny wypadek. Nieprzytomnego i połamanego z samochodu wyciąga Annie Wilkes (Ewa Wencel). Wybawczyni, dyplomowana pielęgniarka, otacza go troskliwą opieką.”Omal nie umarłeś, ale jesteś w dobrych rękach, jestem twoją największą fanką. I wiesz mi drugie takiej nie ma!” – szczebiocze Anny. Jest wielbicielką serii o”Misery”, przeczytała wszystkie części sagi, a literacką bohaterkę traktuje niemal jak córkę. „Nie mogę uwierzyć, że mój idol dochodzi do siebie w moim małym domku, człowiek, który dał światu Misery” – ekscytuje się. W końcu zdradza, że od dawna śledzi Paula, a w miejscu wypadku zjawiła się nieprzypadkowo. Atmosfera zagęszcza się.  Za oknami szaleje śnieżyca, przykuty do łóżka pisarz pragnie skontaktować się z córką i agentką, ale gospodyni  twierdzi, że telefon nie działa. Wyprawia się do miasta i obiecuje, że powiadomi kogo trzeba.  Paul jeszcze nie wie, że pod pozorem oddania kryje się mroczna twarz Annie. Pisarz ma przy sobie maszynopis dziewiątej części „Misery”. Na tę książkę czeka wydawnictwo i miliony fanów. Gospodyni jest w siódmym niebie, bo Paul pozwala, by przeczytała ją jako pierwsza. Ale, gdy losy literackiej bohaterki toczą się inaczej niż wymarzyła sobie Annie, wielka ekscytacja zamienia się w furię. Opadają wszystkie maski.

I nie opuszczę cię, aż do śmierci

„Misery”  to studium szaleństwa, które trzyma w napięciu od pierwszej do ostatniej minuty. Annie z czułej  opiekunki przemienia się w psychopatyczną oprawczynię. Oto sceny radosnego uniesienia, deklaracje miłości i podziwu, kolacje przy świecach, przeplatają się ze spektaklem grozy, psychicznych i fizycznych tortur. Samotna kobieta jest w stanie posunąć się do wszystkiego, by zatrzymać przy sobie ukochanego pisarza. Scenariusz, który zacznie realizować jest tak mroczny, że nie wymyśliłby go nawet Paul Sheldon, wielki pisarz Ameryki.

Spektakl w reżyserii Roberta Glińskiego rozpoczął ostatni tydzień Jesiennego Festiwalu Teatralnego. Blisko dwie godziny w domu grozy zafundował widzom mistrzowski duet: Ewa Wencel i Piotr Polk. W kilku scenach, w roli szeryfa poszukującego pisarza, wystąpił Marcin Piętowski. „Misery” w adaptacji Williama Goldmana, na podstawie powieści Stephena Kinga, podbiła Broadway. A wczoraj z pewnością pochłonęła sądecką publikę. Intensywnie, jak najczarniejszy z koszmarów.

Edyta Mikołajewicz

fot. Jerzy Cebula

Fot. Andrzej Rams