20

„Grace i Gloria”. Lekcja o śmierci i życiu

Za górami, za lasami, na farmie oddalonej 30 mil od miasta, mieszka Grace. Farma wkrótce zniknie z powierzchni ziemi. Zniknie wiekowa chata i jabłonie, które rodziły najlepsze owoce. A po Grace przyjdzie śmierć. Ale wcześniej na lekcje życia wpadnie Gloria.

Grace czeka na nią w starym  łóżko, w którym urodziła pięciu synów. Widziała ją wiele razy, przychodziła po każdego z jej małych chłopców. Czeka na śmierć, bo tylko jej się jeszcze spodziewa. Za drzwiami starej chaty wyją buldożery. Powstaje autostrada, w planach inwestora jest luksusowe osiedle. Grace sprzedała majątek za czapkę gruszek, gdy dowiedziała się, że jej dni są policzone.  Słucha muzyki, by zagłuszyć złowrogie maszyny zwiastujące koniec (jej) świata. „Ratuj rozbitka” – refren pieśni, której nieustannie słucha, za chwilę wypełnią nowe znaczenia.

Samotność Grace przerywa wizyta wolontariuszki z hospicjum. „Będziemy panią odwiedzać. Cały zespół: lekarze, pielęgniarki i takie osoby jak ja. Jesteśmy wszyscy odpowiednio przeszkoleni. Pani będzie moim trzecim przypadkiem. Chcę pomóc” – zapowiada Gloria. „Chce mi pani pomóc? W czym? W umieraniu? O ile wiem to jedyna rzeczy w naszym życiu, którą musimy zrobić sami”- kpi farmerka. Nie chce pomocy, litości, ani tabletek na ból. „Osoba taka jak pani nie może zostać z tym wszystkim sama!””- wykrzykuje wolontariuszka. „Ja nie jestem sama. Jest ze mną miłosierny Bóg”- kwituje Grace. Schorowana kobieta nie może wstać z łóżka do toalety. „Nie mam ze sobą basenu, ale może to się przyda”- Gloria nerwowo rozgląda się po chacie i podsuwa chorej porcelanową wazę na zupę. „Niebiosom niech będą dzięki, ale założę się, że moja teściowa przewraca się w grobie” – mówi z ulgą gospodyni.

Rozpoczyna się niezwykłe spotkanie dwóch kobiet. Różni je niemal wszystko. Pierwsza jest niewykształconą farmerką, druga zamożną absolwentką ekonomii. Grace jest spokojna, pogodzona z losem. Gloria rozchwiana, niepewna, pełna żalu do świata. Symboliczną okazuje się być scena, gdy bezradnie miota się po wiejskiej kuchni, chcąc przygotować chorej śniadanie. Trzeba rozpalić w  piecu, przynieść jaja od kur, zaczerpnąć wody ze studni.  Kto tak na prawdę potrzebuje pomocy, Grace czy Gloria?

Różni je wszystko, a łączy jedno. Doświadczenie straty. Grace jest prostą kobietą z gór, pogodzoną z odwiecznym cyklem życia i śmierci. „Wy, ludzie miasta wyparliście śmierć”! – mówi. Pochowała pięciu synów. Ale wierzy w boski plan. Gloria straciła jedynaka w wypadku samochodowym, to ona była za kierownicą luksusowego auta, które staranowała ciężarówka. „Umierał na moich rękach, czułam, jak uchodzi z niego życie. I nie mogłam zrobić nic!”.  W domu na końcu świata wykrzykuje swój ból i rozpacz. „Ratuj Rozbitka”, która cały czas rozbrzmiewa w domu Grace, to tak naprawdę pieśń przewodnia tego spotkania. Gloria jest duchowym rozbitkiem. Umierająca Grace daje niezwykłą lekcję życia.

To był jeden z tych wieczorów Jesiennego Festiwalu Teatralnego, który chwyta za serce. Mistrzowski duet -Stanisława Celińska i Lucyna Malec- wydobył z tekstu  Toma Zieglera wszystko, co najlepsze. Humor, ironię, emocjonalne półtony i krzyk rozpaczy. „Grace i Gloria” w reżyserii Bogdana Augustyniaka zamknęła jedenasty dzień Jesiennego Festiwalu Teatralnego. Kurtyna zapada, aż na trzy wieczory. Kolejnym punktem programu będzie niedzielny koncert „Msza polska według Jana Twardowskiego”(nie licząc spektakli dla dzieci). Dobrze, że  to właśnie po „Grace i Glorii” wspaniałym, gęstym od emocji spektaklu, wybrzmi dłuższa pauza.

fot. Jerzy Cebula

 fot. Andrzej Rams