ARA_3140

Krzyk w labiryncie. Mistrzowski „Ojciec”na pożegnanie

Były owacje na stojąco i łzy wzruszenia. Jesienny Festiwal Teatralny pożegnał publiczność spektaklem „Ojciec”Floriana Zellera z Marianem Opanią w roli głównej. Opowieścią o  rodzinie i miłości, pogubionej w labiryncie (nie)pamięci.

„Istnieją demony, które nas dręczą”- mówi Andre (Marian Opania) do Anne (Magdalena Schejbal). Jego demonem jest utrata pamięci, jej opieka nad chorym ojcem. W zimnym salonie widzimy ich dwoje. Z pozoru wszystko wydaje się zupełnie zwyczajne. Ot, kłótnia ojca i córki. Hardy staruszek nie życzy sobie, by córka zatrudniła mu opiekunkę. Ostatnia skradła mu ulubiony zegarek. Przynajmniej tak twierdzi staruszek. Okazuje się, że sam nie ma pewności, gdzie go położył. Andre cierpi na postępującą demencję. Gubi się w labiryncie pamięci. Przeszłość miesza się z teraźniejszością. Wydarzenia sprzed lat wydają się być wspomnieniem wczorajszego dnia, a to co było przed chwilą znika niezauważone.

Koszmar córki

Anne i jej chłopak Pierr (Przemysław Bluszcz) mają dosyć. On mówi to wprost, ona śni o wyzwoleniu. Życie z chorym staje się utrapieniem. Andre zrzędzi, krytykuje, oskarża, gubi się w swoich urojeniach. Opowiada opiekunce (Paulina Gałązka), że Anne czyha wyłącznie na jego spadek, jest głupia, a on prawdziwie kochał tylko jej młodszą siostrę. Pod maską tyrana kryje się przerażony człowiek. Pierr proponuje, by oddać go do zakładu opieki. Anne początkowo się wzbrania. Poczucie obowiązku to najsilniejsze, co wiąże ją z ojcem.  Despota, przed którym drżała w dzieciństwie,  teraz bezbronny jak dziecko, zasypia w jej ramionach. A Anne  śpiewa mu kołysankę. Chciałaby wyjechać do Londynu, ale poczucie winy, jak kula u nogi, nie pozwala jej ruszyć. „Poszłam do pokoju ojca. I nagle coś we mnie wstąpiło. Położyłam ręce na jego szyi i zaczęłam ściskać (…)Poczułam ulgę, że to wszystko nareszcie się skończyło” – opowiada. Jej upiorny monolog jest tak przekonujący, że przez chwilę wydaje się, że zbrodnia się dokonała. Ale Andre za chwilę zasiada  z córką do obiadu. Zjedzą kurczaka, pożartują. Morderstwo było tylko snem.

Jedyne o czym marzy Andre to spotkanie z Elizą. Wspomnienie młodszej córki jest światełkiem w mrocznym labiryncie. „Eliza jest wspaniała. Jest artystką. Ciągle podróżuje i nie ma czasu mnie odwiedzić. Tak bym chciał, żeby przyszła. Siedzielibyśmy wtuleni, jak wtedy gdy była malutka i wołała do mnie:  tatusiu, tatuśku!” – powtarza opiekunce. Ale Eliza już nigdy nie odwiedzi Ojca, zginęła dawno temu w bliżej nieokreślonym wypadku. Wiadomość o rodzinnej tragedii enigmatycznie przemyka w westchnieniu opiekunki. „Czy długo jeszcze zamierza Pan zawracać światu dupę swoją osobą?”-pyta Pierr. To krzyk okrucieństwa, czy bezradności? Kto jest prawdziwym tyranem? Czy Anne jest winna ojcu poświęcenie?

Labirynt Ojca

Widzowie oglądają spektakl oczami chorego. Gubią się w czasoprzestrzeni, nie rozpoznają znajomych dotąd twarzy, z kawałków sprzecznych opowieści próbują wydobyć to, co prawdziwe. Szklane ściany, korytarze na kształt labiryntu – scenografia spektaklu odzwierciedla te zmagania. Pewnego dnia znika wszystko, co Andre znał. Znika Ann i salon paryskiego mieszkania. Fragmenty z których, jak z rozbitego lustra, sklejał świat. Córka wyjechała, co tydzień przesyła pocztówki z Londynu. Ojciec jest w szpitalu. Otacza go personel, który mechanicznie wypełnia swoje obowiązki. Pielęgniarka (Małgorzata Mikołajczak), która z uśmiechem politowania przypatruje się rozpaczy starca i lekarz (Dariusz Wnuk), który nie ma czasu na rozmowę. Czy to Andre jest chory, czy nieczuły świat który go otacza? Płacz dziecka, które woła mamę, to rozdzierający manifest bezradności w finale tej wspaniałej sztuki.

„Ojciec” w wykonaniu artystów Teatru Ateneum, w reżyserii Iwony Kempy, zakończył XXI Jesienny Festiwal Teatralny. Opowieść o stracie, o rodzinie i jej rozpadzie. O uczuciach zagubionych w labiryncie.

fot. Andrzej Rams

 fot. Jerzy Cebula